Marcin Lewandowski

Polish English German Italian Spanish
Bieżące informacje o przygotowaniach do imprez oraz startach znajdziesz w aktualnościach.

Zajrzyj tez do galerii zdjęć gdzie znajdują się fotki z zawodów oraz obozów sportowych.

Z kolei w dziale publikacje przeczytasz artykuły o sporcie, marzeniach, treningu.

Pozdrawiam - Marcin Lewandowski

Wywiad ze Zbigniewem Graczykiem, specjalistą od 1500m

Niewielu zawodnikom udało się dojść do takiego poziomu na 1500m. W ostatnich latach notujemy znaczny regres w tej konkurencji. Wprawdzie jest wielu utalentowanych zawodników, ale „połamaniem” 3.40 może szczycić się zaledwie kilka osób. Przedstawiamy wywiad z czołowym polskim średniodystansowcem Zbigniewem Graczykiem autorem czwartego wyniku w historii polskiej lekkiej atletyki na dystansie 1500m.

Zbigniew Graczyk

Data urodzenia: 4.07.1978

Wzrost: 188cm

Waga: 64kg

Kluby: „Zew” Świebodzin, „Śląsk” Wrocław, AZS-AWF Gorzów Wielkopolski

Trener: Remigiusz Wierzbicki

Największe sukcesy Zbigniewa Graczyka:

  • czwarte miejsce podczas XXII Uniwersjady w Daegu 2003
  • dwukrotnie trzeci podczas Halowego Pucharu Europy w Lipsku 2003 i w  2004 roku
  • uczestnik Halowych Mistrzostw Świata w Birmingham na dystansie 1500m 2003 rok
  • posiadacz czwartego wyniku w historii polskiej lekkiej atletyki
  • Mistrz Polski Seniorów w biegu na 1500m z roku 2003 i 2004
  • srebrny medalista Mistrzostw Polski Seniorów w roku 2002
  • brązowy medalista Mistrzostw Polski Seniorów w roku 2001
  • 8-krotny Akademicki Mistrz Polski na dystansach od 800m do 3000m

 

Rekordy życiowe:

800m 1:47,21 Warszawa 16.06.02

1000m  2:20,44 Sondershausen 23.08.02

1500m  3:37,09 Ostrava 13.06.03

3000m  8:02,38 Poznań 22.05.05

 

Czy czujesz się zrealizowany w sporcie?

Zbigniew Graczyk: Zrealizowany? Nie, na pewno brakuje finału na jakiejś światowej imprezie, czegoś wyjątkowego… Może gdyby na Uniwersjadzie udało się zająć medalową pozycję, a nie tylko czwarte miejsce…

Czy żałujesz, że przestałeś biegać?

ZG: Żałować, nie żałuję, ale na pewno tęsknię za bieganiem. Zawsze, jak oglądam jakieś zawody lub dowiaduję się o wynikach kolegów, jeszcze tego samego dnia wychodzę pobiegać.

Czy gdybyś mógł cofnąć czas, wszystko zrobiłbyś tak jak uczyniłeś?

ZG: Myślę, że tak. Jeśli chodzi o plany treningowe, to wydaje mi się, że wszystko było dobrze przemyślane i zrealizowane zwłaszcza w latach 2003- 04. Może w roku 2005 zmieniłbym parę jednostek treningowych, ale próbowaliśmy z trenerem czegoś innego i nie chcę się zastanawiać:, „co by było gdyby…”

Czy korzystałeś ze zgrupowań wysokogórskich? Czy uważasz, że to bardzo ważny bodziec treningowy? Czy można w Polsce przygotować się do klasy Mistrzowskiej Międzynarodowej?

ZG: Tak, byłem na czterech obozach wysokogórskich: RPA, Font Romeu, Albuquerque i w Szczyrbskim Plesie. Uważam, że jest to ważny bodziec treningowy, ale trzeba mieć wiedzę, jak trenować na takich wysokościach. Najlepiej trenowało mi się, kiedy byłem już po jakimś starcie, wtedy lepiej znosiłem treningi i łatwiej osiągałem pożądane prędkości. Wyjeżdżając na obozy w wysokie góry nie mieliśmy jeszcze z trenerem doświadczenia w sposobie dobierania jednostek treningowych na takich wysokościach. W tamtych latach wiedza na ten temat była stosunkowo niewielka. Informacje czerpaliśmy od zawodników, którzy już wcześniej wyjeżdżali na tego typu obozy. Zresztą nie mogliśmy z trenerem zbytnio eksperymentować, bo byłem tylko na czterech obozach wysokogórskich w tym na dwóch w jednym sezonie, które swoją drogą nie przyniosły oczekiwanej progresji.

Lidia Chojecka zaczęła jeździć na zgrupowania wysokogórskie jako juniorka i przez wiele lat była na najwyższym światowym poziomie. Czy jest to środek niewyczerpalny? Czy wręcz przeciwnie: jak raz się spróbuje trzeba ciągle organizm stymulować coraz wyższymi górami?

ZG: Chyba jest to środek niewyczerpalny. Dlaczego tak wielu maratończyków lubi jeździć do Szklarskiej Poręby? Jeśli jest to sprawdzone miejsce to można z niego korzystać bez obawy, że nie przyniesie efektu. Zależy to również od warunków atmosferycznych w Polsce, przecież od dwóch lat zima jest dość łagodna i spokojnie można się przygotowywać w Polsce, do startów w przełajach czy nawet w hali.

Jaki bieg był dla Ciebie najważniejszy i dlaczego?

ZG: Myślę, że ten w Ostrawie na dystansie 1500m. Uzyskałem tam swój najlepszy wynik w karierze, a do tego rewelacyjnie się biegło, wszystko dopisało. Zarówno obsada biegu jak i atmosfera podczas mityngu. Uważam również, że miałem szczęście, które przecież jest niezwykle potrzebne podczas rekordowego biegu. Te wszystkie czynniki miały wpływ na końcowy efekt.

Twój wynik jako 16-latka to pierwsza „setka” w historii, natomiast jako 25-latek uzyskałeś czwarty wynik w historii na 1500m. Dlaczego przez dwa kolejne lata nie zanotowałeś progresji wynikowej?

ZG: Może wynikało to z planu treningowego, ponieważ przecież sezony od 2001 do 2004 były bardzo udane, a później czegoś zabrakło. Może jakiś drobny błąd w treningu, trudno powiedzieć, co miało największy wpływ na brak postępu. Zastanawiam się czy problem nie leżał w jakimś wyczerpaniu psychicznym. Jednak naprawdę trudno mi odpowiedzieć na to pytanie.

Od Twoich czasów wynik 3:39 „rozmienił” tylko Mirek Formela i Bartek Nowicki, czy sądzisz, że to taka magiczna bariera czasowa dla Polskich biegaczy? Dlaczego w polskich biegach średnich notuje się regres w ostatnich latach?

ZG: Jest kilka takich barier, które zawodnik musi pokonać podczas swojej kariery, zaczynając od 4:00min. później 3:50, 3:45, 3:40. Rekord życiowy poniżej 3:40 to już bardzo dobry wynik. Myślę, że stać naszych biegaczy na regularne „łamanie” tej bariery, jest przecież sporo utalentowanej młodzieży, która biega po 3:45. Mój rekord życiowy za juniora to chyba 3:47, tak, więc są zawodnicy, którzy mają predyspozycje ku temu, aby osiągać wyniki lepsze niż 3:39. Ważne jest, aby dobrze wykorzystać potencjał młodych zawodników. Ja w wieku juniora trenowałem sześć razy w tygodniu, nie wiem jak to wygląda u innych.

Co według Ciebie jest najważniejszym czynnikiem, wpływającym na to, aby zostać  sportowcem na poziomie klasy M czy MM?

ZG: Przede wszystkim spokój w treningu, dobrze dobrane jednostki treningowe, realizacja zadań postawionych przez trenera. Ważną rolę odgrywa harmonia w życiu prywatnym, sportowy tryb życia, nawyki żywieniowe, szacunek do tego, co się robi. Wiele czynników ma wpływ na sukces sportowy.

Co dał Ci sport? Czym dla Ciebie był, gdy byłeś zawodnikiem, a czym jest teraz? Czy zamierzasz działać w sporcie?

ZG: Sport dał mi mnóstwo satysfakcji, możliwość nawiązania wielu znajomości, poznania ciekawych ludzi, kultur innych narodów. Dzięki bieganiu mogłem zwiedzić kawałek świata, przeżyć ciekawe przygody. Sport był dla mnie w pewnym stopniu możliwością realizacji swoich marzeń, które dorastały we mnie przez całą karierę. Czy zamierzam działać w sporcie? Nie mówię: „tak” i nie mówię: „nie”. Może za jakiś czas zacznę tworzyć jakąś grupę treningową.

Co byś zalecił Marcinowi Lewandowskiemu, który ma aspiracje pobić Cię w rankingu wszechczasów, na co ma zwrócić szczególną uwagę?

ZG: Marcin ma dobrego trenera, Jego wyniki na 800m są lepsze niż moje, tak, więc nie wiem czy ja coś tutaj mogę poradzić - ). Na pewno mądry, spokojny trening może się okazać kluczem do sukcesu. Do tej pory wszystko wychodzi idealnie, są wyniki, jest zdrowie i moim zdaniem nie należy nic zmieniać. Dalej konsekwentnie realizować założenia i osiągać cele, jakie przed sobą postawił.

Co byś w takim razie zalecił Tomaszowi Lewandowskiemu, trenerowi Marcina, czy masz jakieś wskazówki, porady?

ZG: Tomek musi robić swoje, tak jak do tej pory. Jego praca przynosi bardzo dobre rezultaty. Powinien być otwarty na krytykę, jednak musi wiedzieć, co chce osiągnąć z Marcinem i jak powinna wyglądać droga do celu. Tomek jest mądrym trenerem mimo młodego wieku i stażu trenerskiego, jednak widać, że to Jego pasja, a to bardzo ważny czynnik w pracy trenerskiej.

Jakie stosunki były między Tobą, a trenerem? Jak widziałeś Jego rolę w budowaniu Twojej formy sportowej? Byliście razem wiele lat. Czy były między Wami konflikty? Czy myślałeś kiedyś o zmianie trenera? Trener Cię wychował i doprowadził do takiego poziomu. Czy uważasz, że jest największym fachowcem od biegów średnich w Polsce? Takich trenerów jest bardzo mało w naszym kraju. Nawet uważany za największego specjalistę trener Król otrzymuje gotowych zawodników do prowadzenia.

ZG: Trenowaliśmy razem 15 lat, relacje między Nami były dobre, spędzaliśmy razem prawie 300 dni w roku, czasami zdarzyło mi się przez pomyłkę powiedzieć do trenera „tato” - ). Jakiś wielkich konfliktów nigdy nie było, owszem miały miejsce jakieś dwie czy trzy poważniejsze kłótnie, ale nie miały one nigdy charakteru konfliktu. Jeśli chodzi o zmianę trenera, to nigdy o niej nie myślałem, ja nie lubię zmian, gdybym miał się przeprowadzić do innego miasta nie czułbym się zbyt dobrze. To chyba nie dla mnie. Uważam, że trener Wierzbicki jest fachowcem od biegów średnich, ja sam nie nabiegałem 3:37. Olbrzymia w tym jego zasługa, zwłaszcza, że nie tylko mi udało się  zdobyć medale Mistrzostw Polski. Koledzy z grupy treningowej również osiągali bardzo dobre rezultaty. Prowadzi On zawodników od najmłodszych lat, nie dostaje gotowych diamentów, które wystarczy tylko oszlifować, ale stara się stworzyć zawodnika od podstaw, dlatego życzę trenerowi jak najlepszych wyników w pracy z młodzieżą.

Dopiero po 7-8 latach doszedłeś do poziomu mistrzowskiego w Polsce, co powiesz o tych wszystkich młodych ludziach, którzy biegali dużo szybciej niż Ty jak byłeś młody, a później wszystkich przebiłeś, podczas gdy większość już nie biegała?

ZG: Wszystko zależy od sposobu treningu w latach młodzika, juniora młodszego, czy juniora. Ważna jest ilość mocnych treningów, brak wypoczynku, ciągła pogoń za wynikami już od najmłodszych lat. Różne były przyczyny zakończenia ich przygody ze sportem. Część skończyła biegać z powodów psychicznego „wypalenia”, innym na drodze stawały kłopoty życiowe. Niektórzy nie potrafili znaleźć motywacji do dalszego treningu.

Czy uważasz, że Szkolenie młodzieży w Polsce jest prowadzone właściwie?

ZG: Kilka rzeczy można zmienić. Na pewno brakuje indywidualizacji treningu. Na obozy kadry przyjeżdżają przecież zawodnicy z różnych stron Polski, z różnym stażem treningowym oraz z różnym stylem treningu. Oczywiście nie ma pieniędzy na to, aby na obozy kadrowe przyjeżdżał zawodnik wraz ze swoim trenerem klubowym. Niezwykle ważne w takim układzie jest analiza planów treningowych oraz dopasowanie optymalnych obciążeń dla danego zawodnika przez trenera kadrowego. Ważne, żeby zawodnik miał, chociaż te trzy obozy kadrowe w roku.

Czy uważasz, że zawód trenera jest szanowany i ceniony w Polsce?

ZG: Myślę, że jest ceniony i szanowany, na pewno wśród zawodników. Każdy zawodnik ma zaufanie i szacunek do trenera. Nie wiem jak ta sprawa wygląda wśród menadżerów czy prezesów, ale biegacze doceniają trud wkładany przez trenera w przygotowanie optymalnej formy. Poświęcenie i mądrość ludzi wykonujących zawód trenera powinna być doceniona przez wszystkich miłośników sportu.

Czy miałeś jakieś problemy z PZLA?

ZG: Nie chyba, nie mieliśmy żadnych problemów ze związkiem. Jeśli jednak jakieś konflikty się zdarzały to lepiej zapytać trenera Wierzbickiego, gdyż ja nie pamiętam jakiś przykrych zdarzeń z PZLA. Oczywiście kierownictwo związku nakazywało kilka imprez, w których musieliśmy bezwzględnie startować, ale myślę, że tak jest na całym świecie.

Czy miałeś jakieś problemy zdrowotne podczas przygody sportowej? Jeśli tak to jak sobie z nimi radziłeś?

ZG: Większych problemów zdrowotnych nie było. Miały miejsce jakieś bóle, naderwania, które jednak nie wymagały długiej przerwy i jakiegoś specjalnego leczenia.

Czy były jakieś „przymiarki” do tego byś współpracował z trenerem Królem?

ZG: Kiedyś była taka sytuacja, że trener Król podchodził i proponował współpracę, to było chyba w roku 2002 czy 2003, ale nawet się nad tym nie zastanawiałem. Taki incydent, w którym jednak nie padły żadne konkretne deklaracje. Najwidoczniej trener Król zobaczył, że nie mam ochoty na zmianę treningu.

Przez większość znających Cię ludzi, a na pewno przez kibiców jesteś uważany za wzór do naśladowania, zawsze skromny, uśmiechnięty, chętnie rozmawiałeś ze wszystkimi, którzy zadawali pytania. Wynik sportowy nie zepsuł Cię jako człowieka, a może właśnie uczynił takim porządnym człowiekiem?

ZG: Sport wychowuje, kształtuje psychikę, charakter. Ja starałem się robić swoje. Czy jestem wzorem do naśladowania? Wiadomo, że jeśli jest ciężki trening to musi być i dobry, skuteczny odpoczynek, czyli jakieś nocne wypady, jakieś szaleństwa nie wchodziły w grę. Uważam, że wynik sportowy nie powinien wpływać na życie prywatne. Zawodnikiem jest się podczas kariery sportowej, a człowiekiem przez całe życie.

Życiowy trening?

ZG: Dużo było takich treningów. Chociażby 3x 1000m po 2:36min, czy 5x500m. 8km w drugim zakresie po 3:15min. Jednak nie pamiętam jakiegoś takiego szczególnego treningu. W zasadzie każdy trening, po którym byłem bardzo zmęczony mogę uznać za życiowy - ). Najbardziej lubiłem mocne treningi już w okresie startowym, ponieważ biegało się luźno, dużo szybciej niż wcześniej, nawet krótsza przerwa zbytnio wówczas nie przeszkadzała.

Życiowe motto, złota myśl, credo?

ZG: Nie miałem niczego takiego. Chociaż do dzisiaj mam w telefonie takie hasło:”…no Graczu do roboty…” - ).

Jak ważna w sporcie, w podejmowaniu tych wszystkich trudnych decyzji jest wiara w Boga, w wyższą siłę, może w cuda?

ZG: Zawsze przed startem żegnałem się, prosiłem Boga o pomoc, siłę. Przed rozgrzewką prosiłem o to, aby wszystko się udało, wynik, miejsce. Często również dziękowałem Bogu. Starałem się, jeśli byłem na zawodach w niedzielę, aby rano lub też w sobotę wieczorem uczestniczyć we Mszy Świętej.

Dawało Ci to siłę? Pomagało?

Myślę, że tak.

Komu (lub, czemu) zawdzięczasz to wszystko, co w sporcie osiągnąłeś?

ZG: Na pewno rodzicom, trenerowi, a także swojej pracy. Wiadomo, że trzeba poświęcić wiele, aby osiągnąć jakikolwiek sukces, czy to w sporcie, czy w życiu osobistym. Rodzina i trener bardzo mnie wspierali podczas całej mojej sportowej kariery, jednak wiadomo, że jeśli człowiek sam nie będzie nastawiony na zwycięstwo, na walkę o swoje cele to nikt, ani rodzice, ani trener nie będą wstanie pomóc w osiągnięciu sportowego mistrzostwa.

Pracowałeś z psychologiem sportowym. Dlaczego? Miałeś problemy? A może właśnie po to, aby ich uniknąć? Czy dało to efekt? W jakiej postaci? Opowiedz trochę o tym.

ZG: Próbowałem współpracować z psychologiem sportowym, jednak nie wiem czy przyniosło to jakikolwiek skutek. To były dwa spotkania, na których doktor dał mi wskazówki, jak mam trenować swoją psychikę, ale także chciał wprowadzić zmiany w całym treningu. Ja z tego nie skorzystałem, nie wprowadziłem tych zaleceń do swojego treningu. Wydaje mi się, że to sam zawodnik musi poradzić sobie ze swoimi lękami, barierami psychicznymi.

Czy miałeś sponsora? Czy jego pomoc okazała się zbawienna, czy uważasz, że sportowcowi na tym poziomie nie jest on potrzebny? Może właśnie jest potrzebny wcześniej, aby ułatwił wejście na ten poziom?

ZG: Tak miałem sponsora, ale jeszcze w wieku juniora. Była to firma ATELIER ARCHITEKTURY pana Bogdana Grali. Współpraca trwała do czasu, kiedy udałem się na studia i przeszedłem do klubu AZS-AWF Gorzów Wielkopolski. Od tego czasu to klub uczelniany zapewniał mi środki finansowe. Jeśli chodzi o sprzęt sportowy to nie miałem kontraktu z żadną firmą sportową.

W środowisku sportowym wiele mówiło się o tym, że było Cię stać na wynik dużo lepszy, może nawet na zbliżenie się do rekordu Polski bądź jego poprawienie. Dlaczego się nie udało?

ZG: Nie wiem, dlaczego się nie udało. Może to już było „wypalenie psychiczne”. Na pewno szkoda, że skończyłem biegać, ponieważ uważam, że mogłem jeszcze poprawić swój rekord życiowy. Takie są moje odczucia, wydaje mi się, że właśnie podczas biegu w Ostrawie nie dałem z siebie wszystkiego. Teraz to jest już takie gdybanie:, „… co by było gdyby…”. Nie chcę tego rozpamiętywać, po prostu nie chcę już do tego wracać, to już przeszłość.

Miałeś okazję startować z Wilsonem Kipketerem oraz z Hichamem El Guerrouj`em. Czy zauważyłeś w nich coś wyjątkowego? Coś, co sprawia, że to właśnie oni są rekordzistami świata?

ZG: Charakteryzował ich niezwykły spokój, opanowanie. Nie zachowywali się jak gwiazdorzy, mieli szacunek do wszystkich rywali. Szczególną uwagę zwróciłem na wzorową technikę biegu.

Czy stając z Nimi na linii startu miałeś do Nich respekt, czy raczej w momencie rywalizacji nie ma miejsca na takie odczucia?

ZG: Respekt na pewno był, w końcu to wielkie gwiazdy światowej lekkiej atletyki i chyba każdy biegacz marzy, żeby się z Nimi ścigać. Mówi się, że nazwiska „nie biegają”, jednak ciężko było mi o tym zapomnieć podczas biegu.

Zająłeś czwarte miejsce podczas XXII Uniwersjady w Daegu na dystansie 1500m. Uważasz to za sukces, czy raczej za porażkę?

ZG: Chyba te zawody mogę uznać za porażkę. Oczywiście czwarte miejsce na świecie wśród studentów to również powód do zadowolenia, ale jednak pamięta się raczej o medalistach, a czwarta lokata to najgorsze miejsce dla sportowca. Żałuję tego biegu z jeszcze jednego powodu, a mianowicie w tym biegu zwyciężył zawodnik z życiówką 3:40min. Wiedziałem, że byłem przygotowany do tych zawodów, czułem się dobrze. Nie udało się jednak zdobyć medalu. Szkoda.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

ZG: Również dziękuję i pozdrawiam - ).

Jeśli chcielibyście zagłębić się bardziej w jakąś kwestię, coś bardziej rozwinąć, zapytać Zbigniewa to dajcie nam znać, a my postaramy się z nim skontaktować by odpowiedzieć na Wasze pytania.

Poniżej kilka zdjęć, które udało nam się znaleźć ( źródło http://foto.sports.pl)

 

Bieg w Ostravie

Bieg z Eastem

Z trenerem

 

 

 

 

 

 

Komentarze (2)
  • Maciek  - Był dobry ,ale byli w tym okresie dużo lepsi
    chociażby zawodnicy ze Strzelec ze słynnej szkołki Ksokowskiego .Naewno najlepszym zmarnowanym talentem był Nering Robert ,który miał bic rekordy światowe nr. 2 był Czapieski szkoda szczególnie Neringa zgubiła go sława
  • Sebastian Wierzbicki
    Myślę, że nie można rozpatrywać tego w takich kategoriach jak to zrobiłeś "Maciek". Oczywiście, że Neryng był kapitalnie zapowiadającym się zawodnikiem, ale do takiego poziomu jak Zbyszek niestety nie doszedł. Jeśli chodzi o Czapiego to, każdy zna jego osiągnięcia i miarę sukcesu i zgadzam się, że Zbyszkowi nie udało się dorównać Pawłowi, jednak faktem jest, że od czasów Piotra Rostkowskiego, Zbigniew Graczyk przebiegł dystans 1500m najszybciej spośród polskich zawodników. Pozdrawiam!!!
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
 
Quote  Jeżeli ktoś jest pasjonatem w dążeniu do celu, musi go osiągnąć. Dowodem pożądania czegoś jest dążenie do osiągnięcia, ale do tego aby osiągnąć sukces potrzebna jest pasja.