Marcin Lewandowski

Polish English German Italian Spanish
Bieżące informacje o przygotowaniach do imprez oraz startach znajdziesz w aktualnościach.

Zajrzyj tez do galerii zdjęć gdzie znajdują się fotki z zawodów oraz obozów sportowych.

Z kolei w dziale publikacje przeczytasz artykuły o sporcie, marzeniach, treningu.

Pozdrawiam - Marcin Lewandowski

Przyjemność brzucha podstawą egzystencji biegacza

Na kwestię odżywiania można spojrzeć na wiele różnych sposobów. Dla większości osób jest to codzienna czynność, w której nie doszukują się żadnych głębszych refleksji. Dla dietetyków stanowi to problematykę poruszaną w pracy zawodowej. Kucharze doszukują się w tym sztuki, z czym nie mam zamiaru polemizować.

Dla sportowców jest jednym ze sposobów na osiągnięcie dobrej formy. Urozmaicona dieta zapewnia dostarczenie niezbędnych witamin i minerałów dla organizmu, energię niezbędną przy wzmożonym wysiłku. Wydaje mi się jednak, że w przypadku biegaczy nie jest to tylko wyrachowanie opierające się wyłącznie na chęci osiągnięcia jak najlepszych wyników. Odżywianiu towarzyszy całkiem pokaźna otoczka. Nierzadko można się w tej prostej czynności doszukać prawdziwej celebry. Kwestia odżywiania staje się priorytetem nie mniejszym od zakupu nowych butów. Aż w końcu jest jednym z wielu odchyleń, które żadnego biegacza nie dziwią, a są powodem narażenia się na niezrozumienie ze strony „obiektywnych” obserwatorów.

Rabat na marmoladę

Po czym rozpoznać biegacza w markecie? W koszyku ma więcej słoików z dżemem niż przeciętny klient. Bynajmniej nie dlatego, że Łowicz dodał 20% produktu gratis, oraz nie dlatego, że tak bardzo lubimy truskawki zimą, w jakiej by one nie były postaci do spożycia. Znam mnóstwo biegaczy, dla których poranny posiłek jest niezmienny od bardzo długiego czasu. Oczywiście opiera się on na węglowodanach, co oznacza w większości przypadków kanapki z dżemem. Przed porannym treningiem liczy się przede wszystkim danie, które szybko dostarczy nam niezbędnej energii, a marmolada, powidła, dżemy, ale także miód, świetnie się do tego nadają. Niektórzy biegacze na bardziej urozmaicone śniadanie pozwalają sobie tylko w weekendy, gdy można wyjść na trening nieco później. Sam niejednokrotnie rezygnowałem z jajecznicy z grzybami na boczku, na rzecz pospolitych kanapek z dżemem, ponieważ wolałem nie eksperymentować przed wyjściem na trening. Na początku przychodziło to z nieskrywanym trudem, już nie mówiąc o ryzyku posądzenia o niechęć do domowej kuchni, z czego niejednokrotnie musiałem się tłumaczyć. Z czasem jednak się przyzwyczaiłem, a i reszta domowników stwierdziła, że biegacze to niereformowalna grupa społeczna, ale w gruncie rzeczy niegroźna dla otoczenia, więc niech sobie jedzą, co tam sobie ubzdurają. Uff… I tak oto dżemy kupowane są przez biegaczy w hurtowych niemal ilościach. Wszak nie zjemy przed treningiem kiełbasy z grilla. Marmolada może mieć także nieco szersze zastosowanie. Spotkałem kiedyś thriatlonistę, który bułki drożdżowe przekrajał na pół i smarował obie części marmoladą właśnie. Wytłumaczenie dla zdziwionych współbiesiadników było banalne z naszego punktu widzenia. Oczywiście chodziło o węglowodany!

Walka o ogień

Ciekawe z socjologicznego punktu widzenia może być zachowanie biegaczy na obozach sportowych. Zacząć należy od samego początku, czyli „noclegowni”. No właśnie… Czy zamawiając miejsca noclegowe na czas obozu ktoś kieruje się standardem pensjonatu? Ważne, aby nie spać na podłodze, żeby w zimę grzali, bo to niezbędne minimum. Na pierwszy plan jednak wysuwa się kwestia tamtejszej kuchni. Spotykając znajomych biegaczy w Szklarskiej Porębie większość rozmów za pierwszym razem sprowadzała się do zasadniczego pytania: „Gdzie mieszkacie i jak tam gotują?”. No bo co może być ważniejszego dla wymęczonego treningami sportowca, jeżeli nie dobry posiłek? W środowisku biegaczy rekomenduje się te pensjonaty, w których jest dobry kucharz, i to jest niezmienne od wielu lat. Także tam miejsca pokojowe są najszybciej rezerwowane, często przez kilka ekip jednocześnie, no ale kto pierwszy ten lepszy. A gdy już się do takowego trafi, to obserwatorzy z zewnątrz mogą doznać lekkiego szoku. Zachowanie biegaczy na stołówce może stanowić fundament pod badania na temat psychologicznych aspektów zaspokajania głodu, rozważań o wciąż żywych instynktach samozachowawczych u ludzi, wpływu łaknienia na wzrost agresji, ale także kwestii zgoła odmiennych (na szczęście, bo byśmy byli postrzegani jak jakaś zdziczała horda), czyli odnajdywania w jedzeniu nieskrywanej przyjemności i nadawaniu tej czynności podniosłego charakteru. Po kilku obozowych dniach, gdy ma się już za sobą pierwsze wycieczki i akcenty, apetyt znacznie wzrasta. Łatwo  sobie wyobrazić, co czuje przeciętny biegacz wchodząc do stołówki, na której jedzenie już czeka. Grupka sportowców potrafi wymieść całą nadającą się do spożycia zawartość stołu, pozostawiając po sobie obraz jak po bitwie, czyli puste talerze i miski. Chwile napięcia i nerwowego wzrostu ciśnienia mają miejsce, gdy jedzenie się powoli kończy, a jest jeszcze kilka nie najedzonych osób. Nerwowe ruchy, spojrzenia spod byka na towarzyszy… zbrodnia wisi w powietrzu! W takich momentach nie przeceniona jest szybka reakcja szefa kuchni, który szybko przyjdzie z odsieczą dostarczając dokładki, aby nie doszło do rozlewu krwi. Dlatego właśnie tak istotny jest wybór pensjonatu, w którym będziemy mieszkać! Są to oczywiście pewne skrajności, nieco przejaskrawione wynaturzenia, ale przecież nie mógłbym pominąć tych kwestii. Wszak anomalia w zachowaniu to niemal oznaka biegania! Zdarzają się na szczęście bardziej opanowani biegacze, na pozór normalni. Ci z kolei to tzw. stołówkowicze - gawędziarze. Posiłek dla tej grupy to istna celebra! Nie spieszą się, małymi kęsami opróżniają naczynia, a gdy skończą… to w tym samym tempie zjadają deser, a gdy skończą… to w tym samym tempie wypijają napoje, a gdy skończą… proszą o dolewkę, a gdy skończą… to kontynuują dyskusję rozpoczętą jeszcze w drodze do stołówki, aż w końcu kończą… bo kelnerki chciałyby posprzątać. Swoją drogą, obsługa pensjonatów musi się wykazać anielską wręcz cierpliwością!

Kto da więcej… radę zjeść?

Kontynuując temat gór nie sposób wspomnieć o ilościach pochłanianego przez biegaczy jedzenia. Co do zasady nie jest to mało, ale w trakcie obozów są to ilości wręcz hurtowe, zwłaszcza u biegaczy długodystansowych. Zwróciliście kiedyś uwagę na dziwne spojrzenia osób przy stolikach obok? Jeżeli ktoś nie ma na co dzień do czynienia ze sportem, podejrzane się może wydawać, dlaczego tak smukłe osoby jedzą tyle, i… nadal są smukłe? Dla nas to rzecz naturalna, w końcu w górach przebiegamy dziesiątki kilometrów. Żeby nie być gołosłownym, podam przykład z autopsji. Jakiś czas temu wybrałem się ze znajomymi w góry, ale w celach czysto turystycznych. Ponieważ moja wariacka natura odezwała się do mnie zaraz po wyjściu z pociągu, rzeczą oczywistą było, że każdy dzień rozpocznie się od kilkunastokilometrowego rozbiegania. Po treningu piesza wycieczka w góry, i powrót na obiadokolację. Po tak spędzonym dniu powiedzenie, że „kiszki marsza grały” było lekkim nieporozumieniem. To był istny koncert! Wychodząc z restauracji za każdym razem musiałem zostawiać o 1/3 więcej pieniędzy niż pozostali znajomi. Nie mogli się oni z resztą nadziwić, że można tyyyle zjeść. Gdy po wyjściu z restauracji zahaczałem jeszcze o sklep, aby dopchać się batonami, to wszyscy pukali się już tylko w czoło. A jak reagują biegacze? Przed dokładką często można usłyszeć słowa: „tasiemiec nakarmiony, teraz ja coś w końcu muszę zjeść”. Zalecam jednak ostrożność w wypowiadaniu się w taki sposób przy osobach nie trenujących. Nie wszyscy „chwytają” ten dowcip z taką samą lekkością, jak biegacze.

Wachlarz możliwości

Biegacz nie jest typem człowieka, który zje wszystko, nie bacząc na to co właściwie wkłada do ust. Z samej istoty tego sportu wymaga się dbania nie tylko o ilość, ale przede wszystkim o jakość tego, czym się stołujemy. Także i to może przybrać niekiedy skrajną postać, a przynajmniej w odczuciu niektórych. Są biegacze, którzy podróżując pociągiem na zawody, na drogę zabierają… ugotowany makaron. Osobiście jeszcze tego nie próbowałem, ale zdarzyło mi się zabierać na wyjazd warzywa. Niby nic, ale spojrzenia współpasażerów były zabawne. A to przecież tylko pomidor i papryka, nieśmiało wyróżniające się pośród batonów i chipsów, nieodłącznych towarzyszy podróżującego Polaka. Z czystej ciekawości spróbuję kiedyś „operacji makaron”, może być przezabawnie. Bieganie wymusza na nas zatem potrzebę urozmaicenia diety. I chwała za to! W przeciwnym razie nudno by było nie tylko na talerzu, ale także w pociągu.

Głodomór synonimem Biegacza?

Biegacze są osobami myślącymi… o jedzeniu. I nie mało czasu na to poświęcają. Opracowanie diety w przypadku zawodowych biegaczy jest rzeczą niezwykle istotną, opierającą się na najdrobniejszych niekiedy szczegółach. Dla zaawansowanych amatorów kwestią kluczową jest urozmaicona dieta, możliwie jak najszersza. Dla osób chcących zrzucić parę kilo odżywianie przybiera nieco oszczędniejszą formę, ale nie mniej zajmującą. Jednak wbrew temu, co napisałem w akapitach wyżej, nie można postawić tezy, że biegacze podporządkowują wszystko jedzeniu. Biegacze wszystko uzależniają od treningu. Nawet jedzenie! Nie pokusimy się na obfity posiłek, jeżeli chwilę później trzeba będzie wyjść na trening. W zależności od tego, w jakim cyklu treningowym aktualnie się znajdujemy, spożywamy więcej węglowodanów. W okresie jesiennym pozwolimy sobie na pizzę, ale unikamy takiego jedzenia w przeddzień startu czy ciężkiego treningu. Jeśli ktoś nas weźmie za pospolitych głodomorów - w restauracji czy w pociągu - warto pamiętać o tym, że nie jemy jedynie z chęci dzikiego zaspokojenia głodu, ale w celu dostarczenia jak najwartościowszych produktów. Celem, który nam przyświeca jest chęć osiągnięcia pożądanych wyników przy jak najlepszym samopoczuciu, na które przecież wpływ ma to, co jemy. Przyjemność brzucha w trakcie treningu polega więc na tym, by nie był on przepełniony. Później musimy jedynie zadbać o to, by go wypełnić wartościowymi produktami. W jednym i w drugim przypadku stanowi to przesłankę dla szybszego biegania, czyli podstawę egzystencji biegacza.

Tylko gdzie się podziała paczka wafelków, którą otworzyłem zaczynając pisać ten artykuł?

Komentarze (7)
  • Jędrzej
    Świetny artykuł!!!
  • trener  - artykul Macka
    Świetny ten artykuł. Maciej sorki, że tak długo go przetrzymywałem, ale czekałem na odpowiedni moment - wiedziałem, że przed MŚ będzie spory ruch na stronce i wówczas więcej osób go przeczyta :) A swoją drogą chciałem go jeszcze rozszerzyć o swoje spostrzeżenia, ale nie jestem w tym tak dobry jak Ty i nie chciałem Ci psuć artykułu - stąd decyzja by w końcu go wrzucić i zostawić w oryginalnej formie. Teraz pracuj nad następnym. Mogę podrzucić Ci temat: Wakacje w życiu biegacza (sportowca)... A tak na serio: to rób kiedy chcesz i na jaki chcesz temat, byle by dla nas :)
  • Dybol  - Ekstra!
    Czysta prawda ;) P.S. W dżemie siła drzemie :P
  • Funny guy Sylwek  - Bułeczka
    Heheheh Dobre Tomek ale pamiętajcie że bułki drożdżowe napakowane dżemem to moja patent :)
  • maciekt
    Dzięki za komentarze! yyy... to ja lecę na śniadanie:) Pozdrawiam!
  • Lewy  - Funny guy!!!!
    Siemasz Sylwek jak tam?? Slyszalem ze nudno u Ciebie to raczej nie bylo, zreszta z Toba nigdy nudno nie jest:) Gratulacje wynikow i czekam na nastepny oboz:) Dimitrij tez juz sie o Ciebie wypytuje:) POZDRO
  • Funy Guy Sylwek  - Siema Lewy
    A no nie było... ale teraz będzie ciekawiej bo MŚ w LA sie zaczynają:) oczywisce trzymam kciuki może po zawodach wpadniecie do Szklarskiej do mnie i Marka:) Pozdrowienia dla Was i Dimy:) ps. Kobiety przychodzą i odchodzą, a mięśnie zostają. hehehehe nic dodać nic ująć. SUPER STRONKA
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
 
Quote  To co minęło, jest już nieważne. Bardziej ciekawi mnie to, co dopiero ma nadejść.